Ks. Marcin – sam o sobie

ks. TurowskiNiech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kochani Parafianie!

Nie wiem sam jak mam zacząć pisząc do Was te kilka słów. Kulturalnie trzeba się przedstawić na początku. Niniejszym więc to czynię. Nazywam się Marcin Turowski, urodziłem się 6 października 1984 r. w Lublinie, a moją rodzinną parafią jest Starościn. Miejscowość oddalona 27 km od Lublina. Patronką jej jest Matka Boża Anielska. Jest to mała wiejska parafia, ale bardzo urokliwa i gościnna. Pochodzę z rodziny rolniczej i mam dwójkę rodzeństwa – siostrę i brata. Wiele osób w różnym wieku pyta się mnie: „dlaczego ksiądz został księdzem?” Odpowiadam wtedy, że sam sobie zadaję takie pytanie, dodając, że Pan Bóg względem mnie miał dobre poczucie humoru. Powołanie to wielka Boża tajemnica, misja i zadanie. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie myślałem o kapłaństwie od dzieciństwa. Drogi odkrywania powołania są bardzo różne. A poza tym owa tajemnica powołania, której nie można zrozumieć i przełożyć na język pojęć dostępnych człowiekowi. Miałem swoje plany. Tak zwyczajnie. W ostatniej klasie szkoły średniej, a chodziłem do liceum w moim życiu zaczęło się dziać coś dziwnego. Coraz częściej na modlitwie zacząłem słyszeć głos w swoim sercu: „Chcę, abyś poszedł inną drogą”. Na początku myślałem, że się chyba „przesłyszałem”. Ale ten głos był z tygodnia na tydzień coraz silniejszy. W końcu zrozumiałem, że to Pan Bóg do mnie mówi o powołaniu do kapłaństwa. Zacząłem się w duchu bardzo buntować przeciwko planom Bożym. Na modlitwie mówiłem z pretensją do Pana Boga: Dlaczego chcesz mi zabrać to, co ja sobie zaplanowałem? Przecież to jest dobra droga. Dlaczego ja mam być księdzem? Pamiętam, że kilka miesięcy „wadziłem się” z Panem Jezusem. Uciekałem od tej myśli i od Pana Boga. Wiele było wieczorów oraz nocy, kiedy modliłem się i przekonywałem Pana Boga, że to nie jest dobry pomysł. On jednak nie ustępował. Najbardziej ujął mnie tym, że niczego nie rozkazywał i że pozostawiał mi całkowitą wolność! Wiedziałem, że jeśli powiem Mu: „Nie!”, On nie obrazi się na mnie i nie przestanie mnie kochać. Gdy byłem tym już strasznie zmęczony, dałem za wygraną: „Dobrze, Panie Boże, jeśli chcesz, to będę księdzem. Jeśli nie, jeśli to nie będzie jednak moja droga, to wystąpię z seminarium. Nikt na siłę przecież w nim nie będzie mnie trzymał”. Nie zostałem wybrany dlatego, że jestem lepszy od innych, bo nie jestem lepszy ani nie jestem mądrzejszy. Inni są mądrzejsi, są bardzo wykształceni, gdzie mi do tego wszystkiego. Ale powołanie przychodzi spoza mnie. Łaska jest darmo dana. Podobnie jak miłość; prawdziwa miłość nie jest za coś. Gdybym powiedział, że sam sobie taką drogę wybrałem, gdybym potem doszedł do wniosku, że jeśli się nie nadaję, to mogę wystąpić, ale to Pan Bóg mnie powołał, a ja spełniam tylko rolę sługi Pańskiego, wypełniam to, czego Pan Bóg ode mnie chce. To są dzieje łaski, tak mi się wydaje. Nie da się tego do końca wytłumaczyć. Zaufałem drodze – takiej, na jakiej mnie Pan Bóg postawił. Sam się na niej nie postawiłem (…).Wiara w moim życiu jest bardzo ważna. Towarzyszy mi w każdej sytuacji, na każdej drodze. Święcenia kapłańskie przyjąłem 6 czerwca 2009 r w Archikatedrze Lubelskiej z rak nieżyjącego już śp. Ks. abpa Józefa Życińskiego. Na obrazku prymicyjnym umieściłem słowa: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali…” (2 Kor 12,9). Mocno wierząc i ufając w działanie w życiu Bożej łaski i mocy z wysoka, z góry, czyli z samego nieba. Moją pierwszą parafią, gdzie dane mi było posługiwać przez 5 pięknych lat i gdzie zostawiłem cząstkę siebie i swego serca była parafia Rozesłania Św. Apostołów w Chełmie. Do Was Kochani z czego się niezmiernie cieszę przybywam z parafii Matki Bożej Fatimskiej z Lublina, gdzie duszpastersko posługiwałem przez rok, ale rok dla mnie wyjątkowy i owocny za który także Panu Bogu szczerze dziękuję. W Chełmie jak i w Lublinie pełniłem funkcję duszpasterza harcerzy Skautów Europy, nazywanych potocznie „Zawiszakami”. Poza tym w poprzedniej jeszcze parafii byłem dekanalnym duszpasterzem Liturgicznej Służby Ołtarza. Obecnie nadal pełnię w Lublinie funkcje duszpasterza pomocniczego Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego ,,Zawisza” FSE.
Przez całe życie odczuwałem obecność Maryi. Dlatego też swoje kapłańskie życie zawierzyłem Matce Najświętszej. Gdy mam kłopoty czy zmartwienia, uciekam się do Niej. Zawsze mogę liczyć na Jej pomoc. Ona wyprasza u Jezusa Chrystusa łaski potrzebne do zbawienia. Jestem dumny z tego, że jestem chrześcijaninem! Patrząc z perspektywy tych wszystkich lat i mojego życia, jestem pewien, że dobrze wybrałem. Czuję nie tylko radość, ale i wielki pokój serca, a to dla mnie najważniejsze. Jestem szczęśliwy! Wdzięczny Panu Bogu, że pozmieniał ścieżki mojego życia i poprowadził swoimi drogami. Moje zainteresowania to dobra książka i muzyka. Lubię pielgrzymowanie, piesze wędrówki, jazdę rowerem. Pasją wielką, a zarazem „miłością” jest oczywiście skauting.
Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na problem, który szczególnie bardzo ostatnio leży mi na sercu. Często słyszy się o kryzysie powołań, o ogólnym kryzysie, który uderza we wszystkie formy życia konsekrowanego i od którego nie jest z pewnością wolne kapłaństwo. Nie sadzę, by – jak zwykło się potocznie stwierdzać – Pan przestał mówić: może to ludzie stali się bardziej oporni na dźwięk Jego głosu. Aby go usłyszeć, trzeba być uważnym, nie można zagłuszać go tysiącem innych głosów, trzeba, by ucho i oko nauczyły się biegle rozpoznawać wszelkie znaki, jakie Pan Bóg niewątpliwie stawia na drodze tego, kogo wybiera do swojej służby. Każde powołanie to szlak specyficznego wyboru i także kapłaństwo zakłada taką drogę. Nie jest to wyłącznie ludzkie działanie, lecz droga, którą umożliwiła moc Ducha Świętego i na której Duch Święty prowadzi; to droga, która wymaga, by człowiek krytycznie spojrzał na całe swoje życie. To posłannictwo wymaga postawienia wszystkiego na jedną kartę, wymaga umiejętności poświecenia całego swojego życia w służbie Królestwa, które przyszedł założyć Jezus. Być może właśnie nieodwołalność utrudnia decyzje o podjęciu życia konsekrowanego czy wybór kapłaństwa, jeśli chcemy trzymać się konkretnego powołania, o jakim mówimy. Pan może wyleczyć z tego strachu: tylko On może dać nam zdolność przezwyciężenia wszelkiego oporu, wszelkiego strachu i wszelkiej trwogi. Ależ się rozpisałem… ☺ – przepraszam! Kończąc pokornie proszę o modlitwę, abym był dobrym, gorliwym, świętym i autentycznym narzędziem Pana Jezusa i wytrwał w swych latach, ile Pan Bóg pozwoli mi żyć w pełnieniu Jego świętej woli. Swoją modlitwę w intencji naszej wspólnoty w której przychodzi mi podejmować posługę duszpasterską oczywiście także obiecuje! Szczęść Boże wszystkim Drogim Parafianom i Czytelnikom!


Powrót na stronę główną«

Powrót na górę ↑